niedziela, 24 czerwca 2018

Osiedle w Estponie


Wygląda na to, że osiedle na obrzeżach Estepony – miasteczka w Andaluzji nad Morzem Śródziemnym, w którym żyje około 60 tysięcy osób było zaplanowane i budowane z dużym rozmachem.




 

Deweloper liczył chyba na korzystną sprzedaż i zasiedlenie apartamentów. Nic w tym zresztą dziwnego, bo każdy apartament wyposażony jest w kilka tarasów z widokiem na góry z jednej strony


 

I widokiem na morze z drugiej.

 

Do morza zresztą jest bardzo blisko i nawet pieszo łatwo dojść do plaży.



 

Z jakiegoś jednak powodu osiedle się nie zaludniło i w zasadzie stoi puste jeśliby nie liczyć turystów spędzających tam po kilka nocy za niedużą opłatą. Dalsza budowa osiedla została chyba wstrzymana, być może z powodu braku popytu.

 

niedziela, 31 grudnia 2017

Wiatraki znikną?

Wszyscy znamy przygody Don Kichota i jego przegrane bitwy z wiatrakami. Według Miguela de Cervantesa walka rycerza z wiatrakami była z góry skazana z jest z góry na niepowodzenie. Weszło nawet do powszechnego użycia powiedzenie „walka z wiatrakami” jako walki z czymś z czym wygrać nie można, coś jakby synonim „syzyfowych prac”. Prawo i Sprawiedliwość jednak z wiatrakami wygrało. Od półtora roku, czyli od wejścia w życie ustawy „antywiatrakowej” żaden nowy wiatrak w Polsce nie powstał i już nie powstanie. Nawet jeżeli jakiś inwestor nosił się przedtem z zamiarem budowania elektrowni wiatrowych w naszym kraju to mu przeszło.
Już nie gramy w zielone w Polsce. Ustawa wprowadza m.in. minimalną odległość elektrowni wiatrowej równą dziesięciokrotnej wysokości jej turbiny, od budynków mieszkalnych, parków narodowych, rezerwatów przyrody, parków krajobrazowych oraz leśnych kompleksów promocyjnych. Praktycznie więc nie ma już w  Polsce miejsca na wiatraki, a te które już funkcjonują też raczej będą znikać, bo produkcja prądu z wiatru nie jest już opłacalna, Gwarantowana przez państwo wartość zielonych certyfikatów wypłacanych właścicielom wiatraków za każdy wyprodukowany megawat zmalała dziesięciokrotnie.



Rząd zauważył, że im więcej prądu wyprodukują wiatraki tym mniej węgla zużyją elektrownie węglowe, więc dla górników nie będzie wcale źle jeśli wiatraki całkiem znikną. W końcu producenci zielonej energii to nie jest jakiś przesadnie duży elektorat. Ne jestem jednak pewien czy likwidacja wiatraków to dobry sposób na walkę ze smogiem.

piątek, 1 września 2017

Nikt nie rodzi się żołnierzem

Wygląda jednak na to, że nadeszły takie czasy kiedy nie trzeba wcale być „urodzonym żołnierzem”, żeby znaleźć się na wysokim stanowisku dowódczym nie tylko w wojsku, ale również w policji i innych służbach. Przestały się liczyć kompetencje, predyspozycje, praktyka, przestrzeganie procedur i zasad, liczy się tylko posłuszeństwo. Ciekawe czy ta reguła będzie obowiązywała we wszystkich dziedzinach, ale jestem pewien, że nikt nie chciałby na przykład wjeżdżać na most, przy którego budowie zostały zignorowane procedury i zasady sztuki budowlanej.
Tak samo jak w budownictwo, jego procesy, przerwy technologiczne, itd. politycy nie  powinni się wtrącać w funkcjonowanie służb ochrony rządu, bo prawdopodobnie słabo się na tym znają. Działanie tych służb w dużej mierze polega na przestrzeganiu procedur bezpieczeństwa opracowanych na podstawie praktyki i wcześniejszych doświadczeń. W różnych krajach różnie z tym bywa. Politycy niechętnie zgadzają się na ograniczenia związane ze swoim bezpieczeństwem, jednak na ogół takie ograniczenia rozumieją i powierzają swoje bezpieczeństwo fachowości powołanych do swojej ochrony służb.  Inaczej jest w Polsce, usuwa się dowódców stosujących procedury, a awansuje tych, którzy bez zastanowienia wykonują polecenia, co po prostu unicestwia te służby i powoduje zmniejszenie ich skuteczności.

Rządzący w Polsce politycy postanowili usunąć na bok procedury i sami rządzą swoją ochroną, zupełnie jakby to właśnie oni posiadali całą niezbędną wiedzę w tym temacie i ogromne doświadczenie. Trochę to dziwne, bo przecież mają świadomość, że nie tak dawno niestosowanie podstawowych procedur bezpieczeństwa straszliwie się zemściło. Potraktowali pilota odrzutowca jak dorożkarza nie zauważając żadnej różnicy między tymi zawodami, a przecież minęło już ponad 100 lat od czasu, gdy politycy jeździli dorożkami i od tego czasu wiele się zmieniło. Wystarczy wyobrazić sobie jak wyglądałaby podróż prezydenta do Smoleńska w 2010 roku gdyby procedur przestrzegano. Gdyby pilot miał możliwość powiedzenia, że nie może lądować na lotnisku A, z powodu złych warunków atmosferycznych i słabej komunikacji z obsługą, więc musi lecieć na lotnisko B, gdzie również czekają odpowiednie służby z przygotowanym transportem naziemnym. Niestety pilot TU 154 nie miał takiej możliwości, musiał lądować „tu i teraz” bo żadnej innej ewentualności nie przewidziano i nie przygotowano.


Czy równie łatwo jak w przypadku służb ochrony rządu można zepsuć i zniszczyć zdolność bojową armii? Na pewno tak, nasza armia w okresie międzywojennym jest tego jaskrawym przykładem. Oficerowie tej armii nie byli urodzonymi dowódcami, mieli za to odpowiednie poglądy polityczne i pochodzenie, byli posłuszni rządzącym politykom. Działania, a raczej nie działanie polskiej armii we wrześniu 1939 roku charakteryzowało się przede wszystkim dramatycznym brakiem dowodzenia i organizacji. Często niweczyło to wysiłki żołnierzy i oficerów niższego szczebla, którzy rwali się do walki nawet przy sprzecznych rozkazach i braku zorganizowanego zaopatrzenia. Chaos pogłębiała jeszcze niechęć do współdziałania różnych formacji, na przykład kawalerii i piechoty. Upolitycznione dowództwo główne liczyło na cud i sojuszników, zdolne było organizować tylko własną ucieczkę z kraju.

Te chlubne tradycje upolityczniania wojska przeniosły się niestety do organizowanej w czasie okupacji Armii Krajowej co zaowocowało decyzją o Powstaniu Warszawskim. Decyzją zbrodniczą i wyłącznie polityczną podjętą bez planów i celów z ignorancją taktyki, strategii, ewidentnie niewojskową.

Najbardziej bolesny jest fakt, że jak się okazuje w tym wypadku historia wcale nie jest nauczycielką życia. Polacy biją rekordy w ignorowaniu przeszłości i nie wyciąganiu z niej wniosków, Siły Zbrojne Rzeczypospolitej są coraz mniej  wojskowe i już nie rządzą nimi wojskowi dowódcy. Rzeczywistą, a nie nominalną władzę nad Wojskiem Polskim sprawuje minister – polityk, który nie tylko nie urodził się żołnierzem to jeszcze nigdy w wojsku nie służył. Jego dotychczasowe wypowiedzi (niepodważalne przypuszczenia) klasyfikują go jako osobę, oględnie mówiąc, mało  mającą wspólnego z merytoryką. Być może skłonny jest wierzyć w cuda, na pewno w sojuszników, ale nie wiadomo czy jest w stanie zorganizować obronę kraju, może poprzestanie na organizacji swojej ucieczki tak jak ci we wrześniu 1939 roku. W każdym razie podobno rządzi zgodnie z wolą suwerena, czyli nas wszystkich.

niedziela, 23 lipca 2017

Życiodajna anomalia

Niezwykłe właściwości wody wszyscy znają i wszyscy je widzą, zjawisko jest dla wszystkich tak oczywiste i powszednie, że jego niezwykłość jest niezauważalna. Anomalna rozszerzalność termiczna wody polega na tym, że reaguje ona na temperaturę  inaczej niż większość związków, substancji i materiałów. One, prawie zawsze, rozszerzają się gdy temperatura rośnie od 0 stopni Celsjusza w górę, a kurczą się gdy maleje poniżej 0 stopni Celsjusza. Woda jest najbardziej skurczona, a więc najgęstsza i najcięższa w temperaturze +4 stopni Celsjusza. Po podwyższeniu tej temperatury woda się rozszerza, czyli staje się rzadsza i lżejsza, aż w końcu paruje i rozpuszcza się w powietrzu.
Dostaje się ona jednak do powietrza nie tylko na skutek wysokiej temperatury podczas wrzenia ale również wskutek wysychania dużych powierzchni. Nasącza powietrze wilgocią i tworzy chmury. Nie ma jednak obawy że uleci w kosmos, bo gdy w atmosferze napotyka temperaturę +4 stopnie Celsjusza znowu gęstnieje i staje się wodą, która jako cięższa od powietrza spada na Ziemię. Dzięki temu ciągłemu krążeniu wody na Ziemi jest życie, rośliny rosną, strumienie i rzeki ciągle płyną. Cud.
Najbardziej interesujące jest jednak to, że po obniżeniu  temperatury poniżej + 4 stopni Celsjusza woda również się rozszerza. W zimie gdy woda w zbiornikach i rzekach się ochładza najlżejsza i najzimniejsza warstwa unosi się tuż pod powierzchnią, a później na powierzchni w formie lodu. Najcięższa warstwa o temperaturze + 4 stopnie Celsjusza unosi się nad dnem, a między nimi są warstwy cieplejsze i panuje ciągły ruch, bo schładzająca się przy powierzchni woda opada w kierunku dna. Dzięki anomalii więc i dzięki temu, że lód unosi się na powierzchni w wodzie może przetrwać życie.


Anomalne zachowanie wody kształtuje również powierzchnię planety, dążąc do jej wyrównania, powoli krusząc najtwardsze nawet skały. Jest to działanie bardzo długotrwałe, można jednak zauważyć, że góry im są starsze tym są niższe. Przykłady tej niszczycielskiej działalności widzimy codziennie na drogach, gęsta woda w ciekłej postaci dostaje się w pory asfaltu, a potem marznie, rozszerza się i ...


Wiele zjawisk związanych z właściwościami wody nie jest jeszcze do końca zbadana. Wiadomo na przykład, że lód na skutek działania mrozu i powietrza dalej się rozszerza i z czasem sublimuje, dlaczego jednak sublimuje sama woda podczas pierwszych przymrozków? Kto był nad wodą w zimny jesienny poranek na pewno widział unoszące się opary, tak zwany dym na wodzie.

Dlaczego woda w zbiornikach jest tak podatna na wysychanie i mieszanie się z powietrzem skoro jej napięcie powierzchniowe jest na tyle duże, że mogą chodzić po niej owady, a kropla wody zachowuje w locie zawsze ten sam kształt?...... itd., itd.

czwartek, 22 czerwca 2017

Nikt o tym w Bydgoszczy nie napisze




Nikt nie opowie o tym w bydgoskim radiu i nikt nie wskaże tego w naszej regionalnej telewizji, chociaż ktoś powinien taki temat poruszyć. Przecież oficjalnie to my wszyscy – mieszkańcy Bydgoszczy, najemcy, dzierżawcy, właściciele nieruchomości, przedsiębiorcy, itd. finansujemy w części lokalne media, więc powinny one być niezależne. Jednak przyjmuje się że ich sponsorem jest pan prezydent, który może komuś dofinansowanie przyznać lub nie. Nikt przecież nie mówi ani nie pisze źle o swoim sponsorze, bo nawet jeśli popełnia on błędy na pewno nie chce, żeby o tym mówiono. Wszystkie bydgoskie gazety i inne media w naszym mieście stanowią więc część systemu naczyń połączonych i uzależnionych od finansów.

Inną częścią tego samego sytemu poza mediami jest Administracja Domów Miejskich (ADM), o której również nie można mówić źle, bo pan prezydent powierzył jej zarządzanie całym gminnym zasobem mieszkaniowym. Zarządzanie nieruchomościami to dość prosta sprawa, zajmuje się tym w naszym mieście wiele firm, jednak ADM spółka z ograniczoną odpowiedzialnością robi to  jednak w sposób urągający przyjętym ogólnie standardom. Toleruje niedbalstwo wykonawców i komplikuje proste sprawy.

Skoro nikt o tym nie mówi i sprawy nie nagłaśnia, być może pan prezydent nie wie, że powierzył zasób mieszkaniowy najdroższemu i nienajlepszemu zarządcy w Bydgoszczy. Najlepszym dowodem niezaradności ADM jest to jak gwałtownie rozkwitają nieruchomości wspólnot mieszkaniowych po wyrwaniu się spod ich kurateli. Dla tych wspólnot nagle wszystko staje się proste i możliwe do wykonania. Okazuje się, że członkowie tych wspólnot płacą stawki o połowę mniejsze niż czynsze w ADM-mie, a i tak na wszystkie potrzeby im wystarcza. Pomińmy jednak wykonywanie remontów i napraw, które nie zlecane przez ADM nagle stają się dla wspólnoty tanie i solidne, przyjrzyjmy się tylko sprzątaniu.


Czynnikiem, który najbardziej wyróżnia  nieruchomości zarządzane przez ADM od innych i tworzy z nich wyspy niechlujstwa i niedbalstwa jest właśnie sprzątanie. Zwłaszcza utrzymanie terenów zewnętrznych i zielonych. Już patrząc na nieruchomości zarządzane przez tą firmę po raz pierwszy łatwo zgadnąć, że jest zarządzana właśnie przez ADM. Wyraźnie odstają one od nieruchomości zarządzanych przez spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe oraz innych zarządców. Są jak brzydkie krosty na gładkiej skórze.








                                                                                              

sobota, 25 lutego 2017

Nie ten minister

W czerwcu ubiegłego roku rząd zatwierdził uchwałą  „Założenia do planów rozwoju śródlądowych dróg wodnych w Polsce na lata 2016-2020 z perspektywą do roku 2030” . Podobno „strategia rozwoju wodnych dróg śródlądowych to jeden z priorytetów Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. Zakłada rewitalizację Odrzańskiej Drogi Wodnej, przywrócenie żeglowności Wisły od Warszawy do Gdańska oraz połączenie Odry, Noteci, Wisły i Bugu. Program obejmuje również budowę Kanału Śląskiego łączącego Wisłę i Odrę.”
Nie wiadomo tylko czy osoby i firmy zainteresowane rozwojem żeglugi śródlądowej mają się z tej informacji cieszyć, czy śmiać, cieszą się na pewno właściciele firm przewożących towary TIR-ami i kierowcy tych TIR-ów, nie zagraża im bezrobocie, spokojnie mogą dalej wozić wszystkie towary po całej Polsce, bo plan rozwoju żeglugi śródlądowej pozostanie na papierze.


To nie Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej odpowiada za drogi śródlądowe w Polsce, więc sporządzane przez to Ministerstwo plany ich rozbudowy zawsze będą pozostawać w sferze fantazji. Jest to jakoś pomijane przez różne przekazy medialne, które zdają się nakazywać Polakom zadowolenie z tych planów. Za utrzymanie, konserwację i rozbudowę dróg śródlądowych w Polsce jest tymczasem odpowiedzialne Ministerstwo Środowiska, a na jego czele stoi leśnik, który ostatnio walczy z drzewami, drzewa jak wiadomo przegrywają.
Podlegające temu Ministerstwu Regionalne Zarządy Gospodarki Wodnej (RZGW) podzieliły między siebie poszczególne fragmenty polskich dróg śródlądowych, właściwie rozczłonkowały je i każdy z Zarządów dba głównie o swoją część. Każdy z nich ma swoje priorytety, a także jak się wydaje każdy zarząd ma inną siłę przebicia przy zdobywaniu środków finansowych.


W Bydgoszczy na przykład stopień wodny na Brdzie w Czersku Polskim i stopień wodny w którego skład wchodzi Śluza Miejska podlega pod RZGW Gdańsk i obydwa stopnie są w dobrej kondycji. Natomiast śluzy na Kanale Bydgoskim (6 sztuk) i wszystkie stopnie wodna na Noteci (14 sztuk) podlegają pod RZGW Poznań i ich stan jest znacznie gorszy. Czyli jedna droga wodna podlega pod dwa Regionalne Zarządy, które realizują przede wszystkim własne pomysły, a nie wspólne.
Najbardziej jednak jaskrawym przykładem lokalnego partykularyzmu jest budowa kaskady górnej Wisły, trzy stopnie wodne zbudowano w latach 1949 -61. Wkrótce pojawił się problem, bo poniżej stopnia wodnego Przewóz nastąpiła erozja dna rzeki, która utrudniała żeglugę poniżej tego stopnia wodnego i w efekcie praktycznie odcięła Kraków od dolnej Wisły obniżając przy tym, wody gruntowe i wysuszając Puszczę Niepołomicką.
Nie zwracając na ten fakt żadnej uwagi RZGW Kraków w jakiś trudny do pojęcia sposób uzyskał środki na trzy kolejne stopnie wodne. Zbudowano je powyżej stopnia Przewóz całkowicie ignorując zarówno wysychanie Puszczy jak i brak możliwości połączenia z dolnym odcinkiem Wisły, ich budowę ukończono w latach 1990 -  2003.


Ich budowa mimo, że pochłonęła ogromne środki nie przyniosła żadnych korzyści polskiej żegludze śródlądowej, która na tamtym odciętym od reszty Polski odcinku w ogóle  się nie odbywa. Bez odpowiedzi pozostaje pytanie dlaczego RZGW Kraków otrzymywał ogromne środki finansowe na budowę  trzech nic nie znaczących dla krajowej żeglugi stopni wodnych na Wiśle dokładnie w tym samym czasie gdy RZGW Wrocław bezskutecznie zabiegał o środki na dokończenie budowy stopnia w Malczycach. Oddanie tego stopnia wodnego przywróciłoby żeglowność na Odrze i miałoby dla polskiej żeglugi śródlądowej ogromne znaczenie, ponieważ transport wodny, który od 100 lat odbywał się między Śląskiem, a Pomorzem Zachodnim został zatrzymany właśnie przedłużającą się budową stopnia wodnego w Malczycach.

Mając więc na względzie stan wiedzy osób teoretycznie kompetentnych, którzy są odpowiedzialni za polskie drogi śródlądowe oraz obecnie funkcjonujący w naszym kraju system, w którym żegluga podlega jednemu ministerstwu, a drogi wodne innemu chyba na większe zmiany i rozwój żeglugi śródlądowej w Polsce nie ma co liczyć.

sobota, 7 stycznia 2017

Kaskada Górnej Wisły

Pisząc o polskich drogach śródlądowych, kolejny raz muszę pisać o problemie, który tym razem powstał w wyniku bezmyślnej ingerencji człowieka. Regulacja i kanalizacja rzeki jest zawsze interwencją człowieka w siły natury. Dobrze, gdy  jest ona przeprowadzona umiejętnie doprowadza do ukierunkowania naturalnych zjawisk i sił, które rządzą cyklami życia rzeki oraz zaprzęgnięcia ich do kształtowania rzeki w sposób zaplanowany przez człowieka. Okazuje się, że do przeprowadzenia takiej umiejętnej interwencji niezbędna jest wiedza o naturalnych procesach zachodzących w rzece. Jeżeli mimo braku tej wiedzy człowiek zdecyduje się ingerować w prawa przyrody, musi liczyć się z tym, że zakłóci ich funkcjonowanie. Naturalne siły rzeki zaczną działać zupełnie inaczej niż człowiek sobie zaplanował.



Do takiego właśnie przypadku doszło podczas budowania kaskady górnej Wisły, trzy stopnie wodne zbudowano w latach 50-siątych XX wieku, a trzy kolejne w latach 1976 -  2003. Jakie były motywy budowniczych tej kaskady? Na pewno trochę polityczne ale również ekonomiczne i gospodarcze. Chcieli ożywić ruch na rzece, chcieli, żeby w Krakowie pływały statki, chcieli doprowadzić wodę do elektrowni w Skawinie i innych ujęć gospodarczych. Nie przewidzieli tego, że rzeka ma gdzieś motywy ekonomiczne, a tym bardziej polityczne i rządzą nią tylko naturalne prawa. Nie wiedzieli, że narażają na wyschnięcie część Puszczy Niepołomickiej.



 Po kilkudziesięciu latach funkcjonowania najniżej usytuowanego w tej kaskadzie stopnia wodnego "Przewóz" Okazało się, że rzeka poniżej tego stopnia "uciekła". Dno rzeki i poziom wody obniżyły się o kilka metrów. Śluza  dla jednostek pływających, które miały pokonywać ten stopień jest nieczynna przez całe lato, nie można z niej wypłynąć, bo dno śluzy jest wyżej niż poziom wody za śluzą.



Poniżej tego stopnia wodnego("Przewóz") nastąpiła erozja dna rzeki, obniżenie poziomu wody i obniżenie poziomu wód gruntowych na przyległych do rzeki terenach. Nie dość więc, że plany człowieka zostały pokrzyżowane, bo nie może być mowy o żadnej żegludze na Wiśle, która została bardzo skutecznie podzielona, to jeszcze powstały szkody w środowisku. Wyschnięte łąki i schnące lasy.

Jak to w Polsce często bywa, dopiero po fakcie przeprowadzono badania w celu ustalenia przyczyn erozji. Oczywiście nie ma żadnej pewności, że wykryto wszystkie przyczyny ale wydaje się jednak, że badania ustaliły przyczynę najważniejszą. Otóż okazuje się, że podczas swojego naturalnego biegu rzeka niesie ze sobą całe masy piasku i innego rumowiska, które nie dość, że nie pozwala jej robić dziur w dnie, to jeszcze samoczynnie je zatyka. Gdy postawimy na rzece zaporę i spowolnimy sztucznie jej bieg to ona przestaje nieść to rumowisko i przepływając przez zaporę jest już czysta. Poniżej zapory drąży dno i wgryza się głębiej w grunt zbierając materiał, który staje się niesionym przez nią rumowiskiem.

 Taka erozja nie jest zjawiskiem gwałtownym, trwa zazwyczaj kilkadziesiąt lat, ale jest nieunikniona. Nie doszłoby do niej gdyby w porę zbudowano kolejny stopień wodny w Niepołomicach. Teraz stara się o budowę tego stopnia samorząd i społeczność Niepołomic. Chcą przywrócić połączenie śródlądowe z Krakowem i ratować swoją puszczę. Nie jest jednak pewne, że ich starania odniosą skutek, bo dla rządu dziury w budżecie są ważniejsze niż dziury w dnie rzeki. Dla samorządu taka inwestycja jak budowa stopnia wodnego na Wiśle jest za duża.