środa, 6 stycznia 2016

Ile żeber ma mężczyzna?

No właśnie, jeżeli Bóg stworzył Ewę z żebra Adama, czyli kobietę z żebra mężczyzny to logiczne się wydaje, że mężczyzna powinien mieć o jedno żebro mniej niż kobieta. Nigdy tej różnicy w ilości żeber szczególnie nie podkreślano jednak fakt, że Bóg stworzył Ewę z żebra Adama należał do niepodważalnej doktryny Kościoła.
Co innego nie podkreślać faktu wynikającego z doktryny, a zupełnie co innego ten fakt kwestionować. Kiedy więc w pierwszej połowie XVI wieku niejaki Andreas  Vesalius (Wesaliusz) zaczął badać ludzkie zwłoki i opisał budowę ludzkiego ciała dowodząc niezbicie, że i mężczyzna i kobieta mają po 12 żeber w kręgach Kościoła zawrzało. Intencją Wesaliusza nie było wcale zwalczanie kościelnej doktryny, był pierwszym w dziejach anatomem i jako naukowcowi  zależało mu tylko na odkryciu prawdy i rozpowszechnieniu jej dla dobra przyszłych pokoleń. Zupełnie nieświadomie stał się wrogiem Kościoła.


Z jego bogato ilustrowanym dziełem zapoznali się ludzie umiejący czytać - w tamtych czasach  były to głównie osoby związane z Kościołem oraz urzędnicy, nieliczni naukowcy nie związani z Kościołem, arystokraci i ludzie sztuki – wszyscy oni byli nasączeni kościelną doktryną o stworzeniu Ewy z żebra Adama. Szkolnictwo było wtedy wyłączną domeną Kościoła i każdy kto umiał czytać musiał przez szkoły kościelne przejść. Gdy więc Wesaliusz udowodnił, że każdy mężczyzna ma taką samą ilość żeber jak kobieta wszyscy ci ludzie musieli zacząć zadawać sobie pytanie z czego w końcu Bóg stworzył Ewę.
Kościół zaczął więc zwalczać i krytykować Wesaliusza i jego dzieło, a także samą anatomię jako naukę. Wesaliusz, który z tytułem doktora na uniwersytecie w Padwie nauczał chirurgii i przeprowadzał tam pokazy anatomiczne w wyniku nagonki Kościoła musiał opuścić Włochy. Schronił się na dworze Karola V Habsburga, który rządził prawie całą Europą i potrafił obronić Wesaliusza jako swojego nadwoernego lekarza. Po śmierci Karola V Wesaliusz wyjechał  do Hiszpanii na dwór Filipa II, syna Henryka  i nie przerywał badań. Inkwizycja znalazła powód, żeby go aresztować i skazać na śmierć, jednak Filip II zamienił mu karę śmierci na obowiązek odbycia pielgrzymki do Ziemi Świętej. Ostatecznie Wesaliusz zginął podobno w katastrofie morskiej na Morzu Śródziemnym.


Historia życia tego człowieka nadaje się na film sensacyjny, jednak nie przypominam sobie jakoś, żeby ktoś choćby wspomniał o jego osobie w szkołach PRL-u, w których się uczyłem. Były to czasy, w których łatwo było wytknąć Kościołowi, że w wielu przypadkach doktryna kościelna przegrywa z wiedzą naukową. Jeszcze mniejszą szansę by usłyszeć o nim mają uczniowie w naszych obecnych czasach, gdy Kościół ma coraz większą władzę nad szkolnictwem.